I nie chodzi tutaj wcale o spotkania z autorami, bo ich zawsze pełno, ani o konwenty, bo na to przyjdzie jeszcze czas. Chodzi o spotkania z osobami o podobnych zainteresowaniach, a te zainteresowania orbitują wkoło fantastyki.

Spotkanie w Łodzi 31 maja 1 czerwca, czyli w miniony weekend trzeba zaliczyć do kolejnych udanych zlotów. Organizacji prawie zero, jakiś tydzień przed terminem obudziliśmy się, że noclegu nie ma, ale udało znaleźć się go prawie przy samej Pietrynie, czyli wyszło lepiej niż przewidywaliśmy. Do Łodzi z Warszawy jedzie się 2,5h pociągiem, przez roboty prowadzone na tym odcinku dość prężnie. Gorzej mieli inni którzy przejechali PKP parę razy więcej kilometrów niż ja. Spotkanie w gronie osób znających się nawet od paru lat, ale jak zazwyczaj bywa nowych osób też nie zabrakło, a to cieszy, bo widać, że idea zlotów się rozwija, a nawet łączy zloty, ale to już mniej zamierzane było. Rzeczą przednią jest usiąść sobie przy piwku na powietrzu, w piękną pogodę i z osobami najczęściej znającymi się z internetu pogadać w rzeczywistości o książkach, filmie czy muzyce – politykę ograniczamy jak się uda do niezbędnego minimum, czyli zazwyczaj do zera. Miła atmosfera, świetni ludzie i tyle wystarczy. Ci co nie byli niech żałują.

Aż żal ściska serce czasami, że tak rzadko na takich zlotach sam bywam. A to szkoła, inny wyjazd, a jeszcze co innego. Po każdym obiecuję sobie poprawę, zobaczymy jak będzie tym razem, oby więcej takich spotkań!

W lipcu do Gdyni!