„Miasto szaleńców i świętych” ukazało się jakiś czas temu wydane przez Solaris i promowane hasłem new weird. Jeff VanderMeer stworzył na potrzeby swojej twórczości nowy świat i wielkie wspaniałe miasto położone wzdłuż Bulwaru Albumuth – Ambergris. Nowe, dziwne nazwy czasami odstraszają czytelników, a czasami intrygują. W tym wypadku ciężko stwierdzić na pierwszy rzut oka co VanderMeer chciał przekazać konstruując swój świat. Zbiór zaczyna się od wstępu Michaela Moorcoka, który potraktować można jako ciekawostkę. Ta prawdziwa treść zaczyna się opowiadaniem już autorstwa Jeffa VanderMeera pod tytułem „Zakochany Dradin”
„Zakochany Dradin” jest opowiadaniem o kapłanie, który po powrocie z misji i zakochuje się w „kobiecie z okna”. Miłość od pierwszego wejrzenia, marzenia, rozmyślanie o wybrance serca, próba dotarcia do niej i jej zdobycia. Niby nic oryginalnego, ale napisane jest to bardzo umiejętnie. Fabuła zawiła nie jest, ale podczas historii autor odkrywa przed czytelnikiem aspekty życia i kultury Ambergris. Mamy pierwsze spotkania z grzybianami czy też opis Festiwalu Słodkowodnych Kałamarnic. U VanderMeera nie znajdziemy wielu dialogów, czy też oszołamiającej akcji, dużo jest za to opisów miejsc i osób, historia jest snuta powoli, bez pośpiechu, a obraz tworzący się w głowie czytelnika jest naprawdę oryginalny i ciekawy. Jednego autorowi zarzucić nie można, tego że nie posiada wyobraźni. Posiada ją i to bardzo nietuzinkową.
„Hoegbottoński przewodnik po wczesnej historii miasta Ambergris” to opis historii Ambergris, a raczej historii założenia miasta i pierwszych jego władców. Bogaty w przypisy, których dokładnie na niecałych 100 stronach eseju – jak go nazywa narrator – jest 137 i zajmują znaczną jego część. W nich podane są dygresję narratora i wiele ciekawszych rzeczy związanych z historią, kulturą i tradycją niż w samym głównym tekście. Czyta się to bardzo ciężko, ze względu właśnie na tą formę – przypisy, cytaty, wtrącenia. Autor zdecydował się na taki zabieg, aby wyjaśnić wiele zagadnień i odpowiedzieć na pytania, które powstają w głowach czytelników po przeczytaniu pierwszego opowiadania. Większość ujawniana jest powoli na karty historii kolejnych utworów. Pomysł oryginalny, a wykonanie samego autora porządne i konsekwentne.
Kolejnym utworem jest chyba najlepsze opowiadanie w tym zbiorze, czyli „Przemiana Martina Lake’a”. Świetny pomysł, bardzo dobre wykonanie, czegóż więcej potrzeba? Opowiadanie to było już wydane w solarisowej antologii „Kroki w nieznane”. „Niezwykły przypadek Iksa” niewiele poprzedniemu utworowi ustępuje. Trzyma w napięciu czytelnika od początku do końca, a w zakończeniu jeszcze zaskakuje. Czytając go można mieć wrażenie, że czyta się kryminał, zagadka jest zawsze rozwiązana na końcu i zaskakuje czytelnika.
Po tych opowiadaniach następuje część książki, którą można uznać za totalną wariację formy i pomysłów autora. Mamy tutaj notatki, historie rodzinne, broszurki, książki w książce, przypisy pod głównymi opowieściami stanowiące dialog z czytelnikiem, a całość zakończona została glosariuszem. VanderMeer się bawi, a czytelnik ma frajdę, bo nigdy nie wie co przyniesie kolejna strona, czy to będzie komiks, rysunek czy też może recepta na jakieś lekarstwo w aptece.
Czy warto sięgnąć po „Miasto szaleńców i świętych”? Odpowiedź taka prosta nie jest, bo wiele osób będzie narzekać na styl autora, na jego toporność i ciężkość. Dużo opisów może spowodować znużenie, a forma niektórych utworów zagubienie. Niemniej jednak jak czytelnik nie boi się czegoś nowego, jak szuka świeżości to powinien zaryzykować i spróbować. Sam też patrzyłem na tę pozycję z dystansem, ale nie żałuję poświęconego jej czasu. Na pewno jest to książka dla osób, które nie boją się nowości i inności, dla osób szukających czegoś innego niż wszystko co czytali dotychczas. Fanem VanderMeera nie zostałem i to się raczej nie zmieni, ale samo Ambergris mnie urzekło swoim wyglądem – oj tak, właśnie wyglądem, ponieważ opisy VanderMeera działają na wyobraźnię – Ambergris to miasto gdzie po ulicach obok prawdziwych szaleńców chodzą żywi święci.




2 comments
Comments feed for this article
27 sierpień 2008 @ 7:35 pm
kurp
Mam uczulenie na eksperymenty z formą a zachwyty wszystkich recenzentów, których czytałem wydają mi się nie do końca przekonujące… Sam nie wiem
27 sierpień 2008 @ 8:50 pm
madmill
Znając Twoje opinie na tematy innych “eksperymenckich” książek, nie mogę Ci tej z czystym sumieniem polecić.
Chociaż warto sprawdzić jakieś fragmenty, a nie wiem czy nie ma gdzieś któregoś opowiadania w całości. Na pewno jedno jest w zbiorze “Kroki w nieznane” Solarisu.