Język towarzyszy ludziom od zarania dziejów. Pozwala się komunikować, wyrażać myśli, nauczać nowe pokolenia tego co sami już wiemy. Niby rzecz nad której istnieniem rzadko się zastanawiamy, bierzemy go jako pewnik i element naszego życia. Kto by chciał pisać o języku powieść, powieść science fiction i to przeszło 40 lat temu? Znalazł się jeden taki pisarz imieniem Samuel R. Delany, a jego powieść do „Babel-17”.
W przestrzeni kosmicznej od lat toczy się wojna. Sojusz i Najeźdźcy to dwie strony konfliktu. „Babel-17” to nazwa języka, którym w kosmosie posługują się Najeźdźcy sabotując strategiczne miejsca dla Sojuszu. Do rozszyfrowania tego języka zatrudniona zostaje Rydra Wong, światowej – czy też biorą pod uwagę rozprzestrzenienie się człowieka we wszechświecie, galaktycznej sławy poetka. Rydra oprócz tego, że jest poetką, jest także świetną lingwistką oraz nadzwyczaj zdolną pani kapitan statku kosmicznego. Wspierana przez wojsko kompletuje załogę i wyrusza w przestrzeń aby rozwiązać problem jaki trapi Sojusz. Fabuła prosta jak przysłowiowa budowa cepa, co nie?
Już podczas kompletowania załogi panny Wong mamy pokazywany świat i jego konstrukcję, historię i zasady niż rządzące. Autor zaskakuje co rusz ciekawymi pomysłami – genetycznie modyfikowani ludzie, zapaśnicy spośród których wybiera się pilotów statków kosmicznych, Bezcieleśni, aż człowiekowi nie chce się wierzyć, że ta powieść ma już 42 lata. Podobnie rzecz ma się z technologia statków czy broni masowego rażenia w kosmosie, niektóre są tak niehumanitarne, że różne konwencje zakazują ich użycia nawet w działaniach bojowych.
Głównym wątkiem jednak w tej powieści jest jeżyk. „Babel-17”. Służy generalnie do komunikowania się, ale jego istota jest przerażająca precyzyjna, efektywność, narzuca tok myślenia i wizję otaczającego świata. W fantastyce motyw języka użyli w swoich utworach m. in. Ted Chiang w „Historii twojego życia” czy też Neal Stephenson w „Zamieci”… tylko tych autorów różni 30 lat tworzenia. Delany napisał swoją powieść o wiele wcześniej niż pozostali dwaj wspomniani autorzy.
Z początku też „Babel-17” może wydawać się space operą i tak można ją czytać, przeciwwskazań do tego nie widzę. Oczywiście zawiera dużą dawkę „science”, którą jest nauka o języku, ale jak kogoś to będzie mniej obchodzić to i tak przy tej książce dobrze się będzie bawić. Akcja toczy się błyskawicznie, nie ma długaśnych opisów wyjaśniających na przykład dlaczego Sojusz walczy z Najeźdźcami, czemu do załogi statku bierze się Bezcielesnych lub czemu niektórzy wszczepiają sobie kły. Delany porywa czytelnika w wir wydarzeń, w przygodę w nieskończonej przestrzeni kosmicznej.
Na zakończenie trzeba podkreślić, że książka po tylu latach wciąż zadziwia świeżymi pomysłami i wizją świata, nawiązuje do nauki poprzez język jako elementu cywilizacji i kultury ludzki. Na okładce mamy napisane, że „Babel-17” to „jeden z kamieni milowych fantastyki naukowej”, a mnie nie pozostaje nic innego jak tylko z tym twierdzeniem się zgodzić.




No comments yet
RSS dla komentarzy tego wpisu